9 marca 2010

#035

Zasypiam... Zatem tak króciutko o wczorajszym bieganiu:
  1. Wiosna przyjdzie i tak? Pewnie tak, ale kiedy? Podczas wczorajszego biegania na zewnątrz cztery kreski poniżej zera (przynajmniej, gdy wychodziłem - zapomniałem sprawdzić ile było, gdy wróciłem do domu).
  2. Śniegi wprawdzie ustąpiły i można wejść tam, gdzie jeszcze niedawno wejść się nie dało. Choć w sumie to nadal się za bardzo nie da, bo ustąpiły wprawdzie, ale miejsca ukrytym dotychczas psim kupom.
  3. Coś jest w twierdzeniu, że po 45 minutach biegu zaczynają wydzielać się endorfiny. Na dziewiątym kilometrze miałem tzw. "niezły odlot".
  4. W środę zabawy tempem (a może powonieniem określić to eksperymentowaniem)

7 marca 2010

#034

Planowane pierwotnie na sobotnie popołudnie (lub wieczór) weekendowe długie wybieganie odbyło się ostatecznie w niedzielne przedpołudnie i przebiegło bez sensacji. Chociaż pomny ostatnich doświadczeń wziąłem ze sobą z domu batona musli. Wygląda na to, że bardzo dobrze zrobiłem, bo już w czasie rozgrzewki czułem się jakoś "małoenergetyczny", więc zjadłem go zanim jeszcze zacząłem biec. A biegłem 75 minut, co pozwoliło na pokonanie ok. 13,4 km.

Następne wyjście jutro wieczorem.

5 marca 2010

#033

Zamek w Malborku zdobyty!

Od środowego popołudnia do dzisiejszego poranka przebywałem służbowo w Malborku. Grzechem byłoby nie wykorzystać takiej okazji i nie zrobić treningu w tak malowniczej okolicy i niczym Izraelici pod Jerychem nie okrążyć kilka razy murów niegdysiejszej głównej twierdzy Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Do "akcji" przygotowałem się przy pomocy Google Earth (ostatecznie musiałem zmodyfikowałem nieco trasę, przez co łączny dystans różni się od tego, który już wpisałem w Blipie):
Jako, że środa to dzień przeznaczony na drugi zakres po dziesięciu minutach truchtu, pomny zeszłotygodniowych doświadczeń, zacząłem swoje eksperymentowanie z tempem. Pierwsze okrążenie przebiegłem nie za szybko (ok. 5:45 min/km) by w kolejnych (delikatnie, ale) przyspieszać. Ostatecznie przebiegłem pięć okrążeń (5 km) w średnim tempie 5:21 min/km. Na koniec "dołożyłem" jeszcze 10 minut spokojnego truchtu. Łącznie przebiegłem tego wieczora ok. 8,4 km.
 
Dziś rano, przed wyjazdem z Malborka postanowiłem jeszcze udokumentować tą urokliwą ścieżkę:

Pierwsza prosta to chodnik przylegający do bramy zamkowej

Potem zbieg ku Nogatowi
Tzw. kocie łby między rzeką a zamkiem
Ostry podbieg po kamiennych schodach
Następnie obiegnięcie sąsiadującego z zamkiem Kościoła Św. Jana Chrzciciela
I prosta wzdłuż zamkowej fosy
Jak widać trasa bardzo ciekawa i wcale nie łatwa (na kilometrowej pętli naprawdę duże różnice wysokości - podbieg po schodach i przy kościele dawał się we znaki).

2 marca 2010

#032

Mój wczorajszy trening był kolejną moją porażką z... głodem. Zaplanowałem sobie 50 minut truchtu. Na początku biegło mi się wręcz bardzo dobrze, niestety po pół godzinie włączyła mi się kontrolka paliwa. Na rezerwie dobiegłem do czterdziestej minuty - dalej już nie dałem rady. Do domu już nie potruchtałem, jak to mam w zwyczaju, ale wręcz poczłapałem, by zaraz po wejściu "rzucić się" na banana. Muszę nauczyć się lepiej słuchać swojego ciała i kontrolować je również pod względem energetycznym.

Podczas tych czterdziestu minut udało mi się pokonać ok 6,8 km. A następny trening nad Nogatem...

28 lutego 2010

#031

Dziś wybrałem się w miejsce określane przez niektórych jako "mekka poznańskich biegaczy", czyli nad Maltę. Coś jest z ta mekką, bo z racji obecności wielu współbiegaczy czuć tzw. ducha.
Biegało się całkiem przyjemnie, a byłoby zapewne jeszcze przyjemniej gdyby nie pogoda. Gdy parkowałem, termometr w samochodzie wskazywał sześć stopni ale po wyjściu dość szybko musiałem się wracać po kurtkę, z racji lodowatego wiatru. Z kolei gdy kończyłem rozgrzewkę, zza chmur wyszło słońce i zacząłem się gotować. I tak na zmianę - biegnąc lewą stroną jeziora (patrząc od hangarów) kurtkę miałem przewiązana w pasie, a gdy przemieszczałem się na prawą, z racji silnego wiatru wiejącego po tej stronie, zakładałem ją z powrotem. Wiatr po prawej stronie momentami wiał tak mocno, że czułem się jak na solidnym podbiegu. Dodam jeszcze, że gdy skończyłem trening, termometr w samochodzie wskazywał już dziewięć stopni.

Mimo zróżnicowanych warunków pogodowych w czasie zaplanowanych siedemdziesięciu minut udało mi się przebiec ok. 12,2 km (mała korekta w stosunku do tego co napisałem wcześniej na blipie - błąd w obliczeniach...). Łącznie w lutym udało mi się przebiec 78,4 km, a od początku roku 140,3 km.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...