Od kilku już dni nosiłem się z zamiarem upublicznienia swoich ambitnych (a jakże) planów biegowych na zbliżający się wielkimi krokami rok dwa tysiące piętnasty. Tylko jak tu planować, gdy ciągle coś sprawia, że biegać nie za bardzo mogę. A to plecy, a to kolano –
g**no, jak mawiają prości ludzie! I dziś mnie olśniło. Tym bardziej muszę planować! Tym bardziej muszę myśleć o swoich celach! Bo czymże innym, jak nie zmaganiem się ze swoimi słabościami (w tym również kontuzjami) jest proces przygotowywania się do kolejnych startów i kolejnych wyzwań?
Czas zatem upublicznić soje cele, czyli marzenia z terminem realizacji.
Cel główny jest dosyć ambitny oraz (że tak to ujmę) przełomowy. Sam długo nie byłem pewien czy to już czas by realnie o nim myśleć. W pewnym sensie przekonał mnie powyższy obrazek. Ale i tak zdradzę go na sam koniec niniejszego tekstu (choć i tak wiem, że część osób czytająca te słowa się domyśli, a inni już podejrzeli). Na mojej ścieżce do niego są również cele pośrednie oraz środki realizacji. A one przedstawiają się jak poniżej.
Zacznę od kalendarza startów, choć tak naprawdę wiele w nim znaków zapytania. Niemal pewne są starty w dwóch maratonach (czyli biegach o priorytecie A) –
Orlen Warsaw Marathon na wiosnę oraz
Maraton Poznański jesienią. Tak tak, po raz trzeci (wcześniej był rok ubiegły oraz dwa tysiące jedenasty) pobiegnę u siebie
na fyrtlu. I chyba tak już zostanie, że jesienią lat nieparzystych będę
maratonił w swoim mieście. Roił mi się jakiś czas temu taki pomysł, by oba maratony A.D. 2015 pobiec w stolicy, ale ostatecznie zawitam do Warszawy tylko w kwietniu (ale spokojnie – swoje porachunki z
Maratonem Warszawskim jeszcze wyrównam).
Przed obu maratonami mam oczywiście w planach starty kontrolne, zwane również startami o priorytecie B. Tu jest, jak na razie, jeden pewniak –
Maniacka Dziesiątka (w końcu jedyny bieg, w którym startuję regularnie, co roku). Wciąż waham się gdzie pobiec połówki. Wiosenną chciałbym pobiec jeszcze w marcu. W grę wchodzą
Ostrów Wielkopolski (niestety, wciąż nieznana jest data kolejnej edycji),
Pabianice oraz (ewentualnie)
Warszawa. Jesienią biorę pod uwagę
Zbąszyń i
Piłę. A może, z racji tego, że na maraton zostaję w domu, wybiorę się gdzieś dalej? Jakieś propozycje? Co do jesiennej dychy, również pomysłów jeszcze brak. Wyjdzie w tzw. praniu.
Jeśli, ktoś zastanawia się, czemu nie startuję w
poznańskiej połówce, śpieszę z odpowiedzią. Po pierwsze termin jest trochę późny (tak przynajmniej twierdzi – łamane na: rekomenduje -
Trenejro). Po drugie, owszem startuję, ale (w związku z
po pierwsze) nie w trupa. Podobno nie ma czegoś takiego jak start treningowy, a jednak taki to właśnie ma być dla mnie ten Półmaraton Poznański.
Będą również inne starty o priorytecie C, ale o tych to jak na razie nie wiadomo prawie nic. Pewnie jakiś
Parkrun, jakiś
City Trail może. Jakaś sztafeta również by się przydała. Ale, jak to mawiał mój przyjaciel z czasów licealnych, czas pokaże.
Zapomniałbym! Jest jeszcze jeden pewniak -
Półmaraton Weteranów w Murowanej Goślinie. Bo mogę!
Założenia treningowe i okołotreningowe są następujące.
Po pierwsze: objętość. Będę zmierzał do tego, by biegać pięć razy w tygodniu.
Po drugie: siła. Co najmniej raz w tygodniu (wyłączając okres bezpośrednio poprzedzający start w biegu o priorytecie A) siłowy trening obwodowy i co najmniej dwa razy w tygodniu gimnastyka siłowa.
Po trzecie: masa. Masa ciała oczywiście (wszyscy wiemy, że im mniej należy donieść na własnych nogach do mety, tym szybciej nam się to uda). Jeszcze przed wiosennym maratonem chcę zredukować zawartość tkanki tłuszczowej poniżej poziomu 12,5%. A potem dalej iść tą drogą. Jak zamierzam to zrobić? Otóż racjonalną dietą. Przede wszystkim zamierzam drastycznie ograniczyć spożycie słodyczy i alkoholu. To pierwsze nie częściej niż raz w tygodniu i najlepiej domowe. To drugie naprawdę od święta.
Niemniej na sam początek (zamykając temat działań okołotreningowych) muszę zająć się kolanem.
Powoli przechodzimy do konkretów najkonkretniejszych w swej konkretności (sic!). Czasów, w jakie będę celował. Wiosną chciałbym zejść poniżej czterdziestu minut na dychę i godziny trzydzieści w połówce. Jesienią planuję urwać kolejne półtorej minuty na 10K, natomiast dystans 21,095 km pokonać w godzinę i minut dwadzieścia pięć lub szybciej. A jeśli chodzi o to, co najważniejsze, w Warszawie chciałbym zrobić co najmniej to, czego nie udało mi się dokonać w Katowicach. Zejść poniżej
trzy dziesięć. Zaś jesienią, już po przekroczeniu linii mety na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich, chcę zobaczyć taki obrazek (tadam!):
Ja naprawdę ogłosiłem to publicznie?