Dwa dni, dwa biegi, dwa rekordy - choć słowo "rekordowy", jak się za chwilę przekonamy, może mieć różnorakie znaczenia.
Pierwszym sobotnim sukcesem było to, że w ogóle dotarłem nad Rusałkę, gdzie miał odbyć się pierwszy bieg z cyklu II Grand Prix Poznania w biegach przełajowych. Pospałem dosyć długo jak na ostatnie standardy (powinienem może napisać: Mała wstała dosyć późno), ale powitała mnie niemiła nowina. Otóż moja Ślubna obudziła się z bólem gardła i wszystko wskazywało na to, że i tym razem na mnie spadnie obowiązek pójścia z dzieckiem na zajęcia na basenie. Zjadając śniadanie, nie chcąc pogodzić się z tą myślą, że przepadnie mi kolejny bieg GP (nie to, żebym nie lubił chodzić z córką na basen) zacząłem myśleć... i wymyśliłem. Załatwiłem wsparcie w osobie znanej dobrze w poznańskim świadku muzycznym Celiny K., której nawiasem mówiąc muszę kupić tabliczkę dobrej czekolady.
Nad Rusałkę zatem dotarłem, a radość z tego faktu musiała być wymalowana na mojej twarzy, bo nawet pan wydający mi numer w biurze zawodów (a propos, udało mi się zachować swój numer z poprzedniej edycji, czyli 21, za co gorąco dziękuję organizatorom) skomentował mój szeroki uśmiech. Otuchy dodawała też pogoda, która w końcu dopasowała się do trwającego miesiąca - jak jest listopad, to ma być mokro i zimno, a nie piętnaście stopni o szóstej rano, jak jeszcze dzień wcześniej (mam nadzieję, że wyczuliście lekką ironie, której nijak nie da się niebezpośrednio wyrazić na piśmie). Przed biegiem jeszcze kilka wolnych uwag zamienionych ze znajomymi, drużynowa fotka, jako że (jak już wcześniej zapowiadałem) zadebiutowałem w tym biegu w czerwonej koszulce Drużyny Szpiku i ruszyli(śmy)...
Przy czym ja ruszyłem powoli i wcale nie "najpierw". Moim założeniem było ukończyć ten bieg na całkowitym luzie, najlepiej nie wychodząc z pierwszego zakresu. To pierwsze się udało, drugie nie - mimo, że średnie tempo biegu wyniosło nieco ponad 6 min/km, tętno szalało w drugim zakresie momentami wkraczając nawet w trzeci. Czyżby to adrenalina (jednak) związana z zawodami? A może za ciepło się ubrałem (fakt, grzałem się w wiatrówce, którą spokojnie mogłem zostawić w samochodzie)? W każdym bądź razie, na całkowitym luzie dobiegłem do mety jako trzystaosiemdziesiąty zawodnik spośród czterystu dziewięciu, którzy bieg ukończyli, z czasem 0:30:20 i tym samym ustanowiłem rekord w najwolniejszych 5 km (oczywiście na zawodach, bo zakładam, że na treningu raz czy dwa udało mi się pokonać ten dystans jeszcze wolniej). Na szczęście na bicie rekordów szybkości powinna nadarzyć się jeszcze nie jedna okazja - wszakże do końca GP zostało jeszcze siedem biegów z "kawałkiem".
cdn...
9 listopada 2010
8 listopada 2010
Reebok Premier SF Ultra KFS VII
Test męskich butów do biegania Reebok Premier SF Ultra KFS VII
Przedmiot i charakter testu
Na pierwszy rzut oka buty wyglądają nieco… „kosmicznie” (to chyba najczęściej używane słowo, przez naprawdę wiele osób, przy pierwszej ocenie butów), głównie z uwagi na charakterystyczną „harmonijkę” umieszczoną pod pietą, a także elementy z przezroczystego plastiku na środku podeszwy oraz na pięcie.
Po pierwszym założeniu buty doskonale opinają stopę i dają poczucie lekkości. Nieco myląca jest zaniżona (o ok. pół numeru), w stosunku do innych firm, numeracja obuwia.
Cechy biomechaniczne
Amortyzacja
Podeszwa wykonana przy wykorzystaniu systemu DMX Shear jest umiarkowanie miękka pod piątą i dosyć twarda w obrębie śródstopia. Dodana przez konstruktorów buta warstwa specjalnie uformowanego tworzywa sztucznego zapewnia doskonałą, a przy tym „nienachalną” (nie ma uczucia biegania po gąbce) amortyzację i pozwala cieszyć się komfortowym bieganiem, zwłaszcza na twardym podłożu.
Stabilizacja
Sprężysta podeszwa zapewnia komfortowe przetaczanie stopy i pozwala nadać stopie odpowiedni kierunek przy wybiciu z palców.
Cechy użytkowe
Dopasowanie cholewki
Początkowe wrażenie doskonałego opięcia stopy, w moim przypadku, niestety mijało w miarę pokonywanych kilometrów. O ile nie przyłożyłem odpowiedniej staranności przy sznurowaniu butów, momentami odnosiłem wrażenie, że biegam w zbyt dużych butach (dotyczy to zwłaszcza przedniej części stopy). Po pokonaniu ok. 200 km dodatkowo pojawił się problem obtarć prawej pięty (czyli stopy, którą de facto mam nieco krótszą).
Dynamika
Mimo opisanych powyżej problemów z dopasowaniem, należy podkreślić, że but daje poczucie lekkości oraz doskonale sprawdza się przy wykonywaniu szybszych odcinków.
Przyczepność
W początkowym okresie użytkowania, przy szybszym tempie, podeszwa traci przyczepność na mokrym podłożu. W późniejszym okresie problem znika (można powiedzieć, że podeszwa wymaga „dotarcia”).
Uformowanie bieżnika sprawia, że dostaje się do niego duża ilość małych kamyków – w rowku pod pietą „udało” mi się raz przynieść do domu ćwierć orzecha włoskiego.
Wodoodporność
Buty nie zostały wykonane jako wodoodporne, zapewniają jednak komfort przy bieganiu w warunkach umiarkowanie wilgotnych. Nie miałem niestety okazji sprawdzić butów przy intensywnych opadach atmosferycznych.
Oddychalność
Konstrukcja buta zapewnia dobrą wentylację stopy i komfort termiczny.
Ogólnie butom Reebok Premier SF Ultra KFS VII można wystawić mocną „czwórkę”- jest to solidny sprzęt, bez fajerwerków ale odpowiadający na podstawowe potrzeby biegacza. Poleciłbym go jednak amatorom biegania z wyższych kategorii wagowych, a przede wszystkim o wyższym łuku stopy.
Opis techniczny buta
Reebok Premier SF Ultra KFS VII to obuwie, które gwarantuje idealną amortyzację i stabilizację w każdych warunkach. Wprowadzony w tym bucie system DMX Shear zarządza uderzeniami przyjmowanymi na stopę oraz spowalnia i rozkłada horyzontalnie siłę uderzenia pięty. Przy zetknięciu z podłożem system absorbuje część uderzenia i pozwala stopie na kontynuację ruchu. Dzięki technologii DMX Shear ochronisz swoje stopy przed bolesnymi przeciążeniami, a nawet kontuzjami.
Test przeprowadzono dla portalu eTrampki.pl.
Przedmiot i charakter testu
- Model: Reebok Premier SF Ultra KFS VII, męskie
- Przebieg: ok. 235 km, w tym 32 Maraton Warszawski
- Gdzie testowane: głownie nawierzchnie utwardzone typu: asfalt, beton, kostka brukowa, ale również drogi leśne i parkowe
- Warunki pogodowe podczas testu: buty testowane w okresie letnio-jesiennym (od sierpnia do października), w zakresie temperatury od +3 do +25°C, zarówno w warunkach suchych jak i wilgotnych
Na pierwszy rzut oka buty wyglądają nieco… „kosmicznie” (to chyba najczęściej używane słowo, przez naprawdę wiele osób, przy pierwszej ocenie butów), głównie z uwagi na charakterystyczną „harmonijkę” umieszczoną pod pietą, a także elementy z przezroczystego plastiku na środku podeszwy oraz na pięcie.
Po pierwszym założeniu buty doskonale opinają stopę i dają poczucie lekkości. Nieco myląca jest zaniżona (o ok. pół numeru), w stosunku do innych firm, numeracja obuwia.
Cechy biomechaniczne
Amortyzacja
Podeszwa wykonana przy wykorzystaniu systemu DMX Shear jest umiarkowanie miękka pod piątą i dosyć twarda w obrębie śródstopia. Dodana przez konstruktorów buta warstwa specjalnie uformowanego tworzywa sztucznego zapewnia doskonałą, a przy tym „nienachalną” (nie ma uczucia biegania po gąbce) amortyzację i pozwala cieszyć się komfortowym bieganiem, zwłaszcza na twardym podłożu.
Stabilizacja
Sprężysta podeszwa zapewnia komfortowe przetaczanie stopy i pozwala nadać stopie odpowiedni kierunek przy wybiciu z palców.
Cechy użytkowe
Dopasowanie cholewki
Początkowe wrażenie doskonałego opięcia stopy, w moim przypadku, niestety mijało w miarę pokonywanych kilometrów. O ile nie przyłożyłem odpowiedniej staranności przy sznurowaniu butów, momentami odnosiłem wrażenie, że biegam w zbyt dużych butach (dotyczy to zwłaszcza przedniej części stopy). Po pokonaniu ok. 200 km dodatkowo pojawił się problem obtarć prawej pięty (czyli stopy, którą de facto mam nieco krótszą).
Dynamika
Mimo opisanych powyżej problemów z dopasowaniem, należy podkreślić, że but daje poczucie lekkości oraz doskonale sprawdza się przy wykonywaniu szybszych odcinków.
Przyczepność
W początkowym okresie użytkowania, przy szybszym tempie, podeszwa traci przyczepność na mokrym podłożu. W późniejszym okresie problem znika (można powiedzieć, że podeszwa wymaga „dotarcia”).
Uformowanie bieżnika sprawia, że dostaje się do niego duża ilość małych kamyków – w rowku pod pietą „udało” mi się raz przynieść do domu ćwierć orzecha włoskiego.
Wodoodporność
Buty nie zostały wykonane jako wodoodporne, zapewniają jednak komfort przy bieganiu w warunkach umiarkowanie wilgotnych. Nie miałem niestety okazji sprawdzić butów przy intensywnych opadach atmosferycznych.
Oddychalność
Konstrukcja buta zapewnia dobrą wentylację stopy i komfort termiczny.
Ogólnie butom Reebok Premier SF Ultra KFS VII można wystawić mocną „czwórkę”- jest to solidny sprzęt, bez fajerwerków ale odpowiadający na podstawowe potrzeby biegacza. Poleciłbym go jednak amatorom biegania z wyższych kategorii wagowych, a przede wszystkim o wyższym łuku stopy.
Opis techniczny buta
Reebok Premier SF Ultra KFS VII to obuwie, które gwarantuje idealną amortyzację i stabilizację w każdych warunkach. Wprowadzony w tym bucie system DMX Shear zarządza uderzeniami przyjmowanymi na stopę oraz spowalnia i rozkłada horyzontalnie siłę uderzenia pięty. Przy zetknięciu z podłożem system absorbuje część uderzenia i pozwala stopie na kontynuację ruchu. Dzięki technologii DMX Shear ochronisz swoje stopy przed bolesnymi przeciążeniami, a nawet kontuzjami.
Test przeprowadzono dla portalu eTrampki.pl.
5 listopada 2010
Tu biec, or nat tu biec
Mam dylemat - z jednaj strony chcę już iść spać po dosyć męczącym dniu, z drugiej mam nieodpartą ochotę napisać tutaj coś więcej niż te dwa zdania wczoraj... Zmuszę się, bo w obliczu rozpoczynającego się weekendu, muszę się odnieść do poprzedniego, czego przez trzy i pół dnia nie-weekendu nie udało mi się zrobić. Otóż stwierdziłem, że długie weekendy są do... niczego. Niepotrzebnie wybijają człowieka z rytmu, a czasem "po" poziom zmęczenia jest wyższy niż "przed". Spójrzmy na miniony trzydniowy weekend w aspekcie biegania: gdyby nie to, że wyszedłem w piątek wieczorem nie byłoby go w ogóle, bo (jak to w weekend) zabrakło czasu. No dobra, jakby było trochę więcej samozaparcia zapewne by się udało. Ale się nie udało i wyszło na to, że ostatni dłuższy trening przed półmaratonem, zamiast w niedziele, ostatecznie miał miejsce we wtorek. Summa summarum wyszło na to, że był to nie tylko ostatni dłuższy, ale ostatni trening w ogóle, o czym pisałem już wczoraj.
A jutro i pojutrze zamknięcie sezonu i pierwsza przymiarka do następnego, bo tak by trzeba potraktować jutrzejszy bieg GP Poznania, który będzie jednocześnie moim debiutem w koszulce Drużyny Szpiku. Ale esencją weekendu (wyjątkowo nie długiego) będzie oczywiście Półmaraton w Kościanie. Waham się tylko jaką strategię przyjąć - kusi mnie by spróbować dobiec na 1:45, ale jakiś głos wewnętrzny (anioł czy diabeł?) podpowiada, że nie jestem w szczytowej formie i można by nieco poluzować. I co tu robić - rzeczywiście potraktować ten start bardziej rekreacyjnie, czy jednak działać w myśl zasady "jak spaść, to z wysokiego konia"? A może przyjąć tzw. "złoty środek" pobiec np. na 1:50 i, o ile sił stanie, przyspieszyć pod koniec?
Tak czy inaczej, od poniedziałku urlop od biegania.
A jutro i pojutrze zamknięcie sezonu i pierwsza przymiarka do następnego, bo tak by trzeba potraktować jutrzejszy bieg GP Poznania, który będzie jednocześnie moim debiutem w koszulce Drużyny Szpiku. Ale esencją weekendu (wyjątkowo nie długiego) będzie oczywiście Półmaraton w Kościanie. Waham się tylko jaką strategię przyjąć - kusi mnie by spróbować dobiec na 1:45, ale jakiś głos wewnętrzny (anioł czy diabeł?) podpowiada, że nie jestem w szczytowej formie i można by nieco poluzować. I co tu robić - rzeczywiście potraktować ten start bardziej rekreacyjnie, czy jednak działać w myśl zasady "jak spaść, to z wysokiego konia"? A może przyjąć tzw. "złoty środek" pobiec np. na 1:50 i, o ile sił stanie, przyspieszyć pod koniec?
Tak czy inaczej, od poniedziałku urlop od biegania.
4 listopada 2010
Mało c(z)asu
Mało casu (sic!) kruca bomba... Dziś zabrakło go nawet na przedostatni trening (luźny, bo luźny - ale zawsze) przed półmaratonem w Kościanie (już w niedzielę) - ostatnim będzie pierwszy bieg II Grand Prix Poznania w biegach przełajowych (oczywiście w tempie treningowym).
27 października 2010
Świat w żółtym kolorze
Miałem ostatnio dylemat - napisać tu coś, czy pójść pobiegać? Zgadnijcie co wybrałem... Generalnie ostatnio wciąż na coś brakuje mi czasu - oto blaski i cienie bycia młodym rodzicem. Na szczęście bieganie jakoś daje się jeszcze upchnąć - czasem trzeba poczekać, aż Mała padnie, czasem trening przesunąć, ale jakoś idzie.
A ostatnio w moich treningach zrobiło się żółto. I mam tu na myśli nie tylko dominujący kolor liści w pobliskim Raszyńskim Parku czy też Marcelińskim Lasku. Sam przebieg treningów się "zażółcił". Tym, którzy nie wiedzą lub nie pamiętają, przypomnę, że obecnie testuję plan treningowy wygenerowany na stronie miCoach, w którym tzw. trzeci zakres (czyli wytrzymałość biegowa w trzecim zakresie wytrzymałości, w skrócie WB3) oznaczony jest właśnie kolorem żółtym. I właśnie ten kolor (który de facto jest moim ulubionym) stanowił sporą cześć planu na poszczególne dni. W piątek były cztery takie "kawałki", po pięć minut każdy i każdy poprzedzony pięcioma minutami w drugim zakresie (zielona strefa). Całość treningu (godzina bez pięciu minut) dopełniło pięć minut na początku i dziesięć na końcu w strefie niebieskiej (pierwszy zakres).
Kolor żółty "załapał" się także na niedzielne długie wybieganie. No właśnie - dotąd długie wybieganie oznaczało dla mnie długi (nazwa skądś się przecież wzięła) ale mało intensywny trening. A tu proszę - w sto dziesięć minut wpleciono pół godziny, w dwóch ratach po kwadransie, w żółtej strefie.
I tylko we wczorajszym, najbardziej typowym dla tego planu (trzy kwadranse - dwa w niebieskiej i jeden w zielonej strefie), treningu nic z żółci nie było. Za to, choć relatywnie krótkie, dłużyło mi się to wczorajsze bieganie jak nigdy dotąd...
Również wczoraj miałem spotkanie (służbowe) z (jak się okazało w jego trakcie) żoną maratończyka. W związku z powyższym wymieniliśmy kilka uwag - np. na temat tego, że ludzie pytają o miejsce zajęte w maratonie. A chyba nikt, poza szeroko rozumianą elitą, nie przywiązuje do tego większej wagi. Ja jednak mam wrażenie, że mnie częściej pytają na ile kilometrów był TEN maraton. A jakie są wasze doświadczenia - częściej pytają was o miejsce, na którym dobiegliście do mety, czy o dystans maratonu, który ukończyliście (lub zamierzacie ukończyć)? A może usłyszeliście jeszcze inne niekonwencjonalne pytania?
A ostatnio w moich treningach zrobiło się żółto. I mam tu na myśli nie tylko dominujący kolor liści w pobliskim Raszyńskim Parku czy też Marcelińskim Lasku. Sam przebieg treningów się "zażółcił". Tym, którzy nie wiedzą lub nie pamiętają, przypomnę, że obecnie testuję plan treningowy wygenerowany na stronie miCoach, w którym tzw. trzeci zakres (czyli wytrzymałość biegowa w trzecim zakresie wytrzymałości, w skrócie WB3) oznaczony jest właśnie kolorem żółtym. I właśnie ten kolor (który de facto jest moim ulubionym) stanowił sporą cześć planu na poszczególne dni. W piątek były cztery takie "kawałki", po pięć minut każdy i każdy poprzedzony pięcioma minutami w drugim zakresie (zielona strefa). Całość treningu (godzina bez pięciu minut) dopełniło pięć minut na początku i dziesięć na końcu w strefie niebieskiej (pierwszy zakres).
Kolor żółty "załapał" się także na niedzielne długie wybieganie. No właśnie - dotąd długie wybieganie oznaczało dla mnie długi (nazwa skądś się przecież wzięła) ale mało intensywny trening. A tu proszę - w sto dziesięć minut wpleciono pół godziny, w dwóch ratach po kwadransie, w żółtej strefie.
I tylko we wczorajszym, najbardziej typowym dla tego planu (trzy kwadranse - dwa w niebieskiej i jeden w zielonej strefie), treningu nic z żółci nie było. Za to, choć relatywnie krótkie, dłużyło mi się to wczorajsze bieganie jak nigdy dotąd...
Również wczoraj miałem spotkanie (służbowe) z (jak się okazało w jego trakcie) żoną maratończyka. W związku z powyższym wymieniliśmy kilka uwag - np. na temat tego, że ludzie pytają o miejsce zajęte w maratonie. A chyba nikt, poza szeroko rozumianą elitą, nie przywiązuje do tego większej wagi. Ja jednak mam wrażenie, że mnie częściej pytają na ile kilometrów był TEN maraton. A jakie są wasze doświadczenia - częściej pytają was o miejsce, na którym dobiegliście do mety, czy o dystans maratonu, który ukończyliście (lub zamierzacie ukończyć)? A może usłyszeliście jeszcze inne niekonwencjonalne pytania?
Subskrybuj:
Posty (Atom)





