Słowo się rzekło, kobyłka u płota. A może
szosówka u płota, powinienem był napisać. Ale że takowej wciąż jeszcze nie posiadam, zostańmy przy klasycznym brzmieniu porzekadła. W każdym razie rozchodzi się o to, że dokonałem wczoraj ostatniego kroku składającego się na zgłoszenie swojego udziału w zawodach (tj. przelałem opłatę startową), czyli
zapisałem się na swój pierwszy triatlon. Nie dość, że się zapisałem, to jeszcze ogłaszam to światu - 1 czerwca bieżącego roku zamierzam spróbować swych sił w trójboju na dystansie supersprint (niewtajemniczonym zdradzam, iż jest to kolejno 600 m pływania, 15 km jazdy rowerem oraz 3 km biegu) podczas
X Ogólnopolskich Zawodów w Triathlonie Poziom Wyżej w podpoznańskim Lusowie. Dlaczego akurat te zawody? Z dwóch powodów. Po pierwsze dystans dla mnie odpowiedni - celowałem w sprint, ale nie wiedzieć czemu w zalewie nowych imprez triatlonowych znaleźć można raptem jedne na dystansie sprinterskim (wszyscy się uparli na połówki i ćwiartki tzw.
ajronmana) i to na drugim końcu Polski. A jeśli już o tym drugim końcu Polski mowa, Lusowo jest o przysłowiowy rzut beretem, więc i z logistyką nie powinno być problemu. A jeśli tylko pogoda dopisze, jest nadzieja na miły (mimo moich sportowych fanaberii) rodzinny dzień nad jeziorem.
Czy będzie ze mnie triatlonista? O tym
pomyśli się właśnie po Lusowie. Podchodzę do tego startu jako do próby, czy mi się spodoba owo
coś więcej niż bieganie. Dlatego też bardzo ostrożnie podchodzę do inwestycji w sprzęt. Wspomnianej na wstępie szosówki na pewno sobie nie sprawię, ani przed czerwcem, ani nawet w tym roku. O ile budżet pozwoli, zastanowię się nad taką inwestycją za kilka do kilkunastu miesięcy. W Lusowie zamierzam pojechać na moim crossowym Cub(i)e, zaopatrzonym jedynie w szosowe opony i pedały z butami SPD. Jeśli chodzi o pływanie (czy w ogóle o pływanie, jazdę na rowerze, czy bieganie może
chodzić), pianki neoprenowej nie kupię tym bardziej. Koszt takiego zbytku jest zbliżony do kosztu roweru, a używa się tego niemal wyłącznie podczas startów, więc wydatek taki bolałby podwójnie. Na szczęście piankę można na zawody wypożyczyć.
Ale jeśli już o piankach mowa. Jak już wspominałem, pod koniec lutego, dzięki uprzejmości
Akademii Triathlonu oraz zespołu TRI-magic miałem okazję przetestować piankę triathlonową. Chociaż
testowanie jest w moim przypadku pewnym nadużyciem semantycznym, bo czy można powiedzieć o kimś, kto pierwszy raz zakłada buty do biegania, że te buty testuje? W każdym bądź razie miałem okazję popływać w piance i zobaczyć czym to się je.
Zanim to jednak zrobiłem z czystej ciekawości postanowiłem sprawdzić, co to w ogóle jest ten neopren. I cóż mi powiedziała ciocia Wikipedia? Ano, że jest to
nazwa handlowa kauczuku syntetycznego otrzymywanego w wyniku polimeryzacji emulsyjnej chloroprenu (2-chlorobuta-1,3-dien) - polichloroprenu oraz, że
neopren jest zadomowioną w Polsce nazwą potoczną, oficjalnie jest to nazwa handlowa należąca od 1931 r. do amerykańskiego koncernu chemicznego DuPont. Wbrew pozorom, neopren znany jest u nas od dawna, bowiem produkuję się z niego m.in kleje, np. butapren, a dopiero zmodyfikowany neopren stanowi surowiec do wykonywania pianek używanych do pływania i nurkowania.
Ale wróćmy do moich wrażeń z pływania w piance. Okazało się, że doskonale pasuje na mnie rozmiar M (czasami jednak potwierdza się, że jestem średniej budowy ciała). Przymierzyłem i pływałem w dwóch modelach - rzecz jasna jeden lepszy, przez co i droższy od drugiego. Ja jednak nie zauważyłem między nimi żadnej różnicy (wiadomo, laik). Ale zauważyłem za to dwie podstawowe różnice miedzy pływaniem w piance a bez. Po pierwsze wyporność, a po drugie wyporność. Zawsze zastanawiałem się, czy przy starcie z wody triatloniści nie tracą zbyt dużo energii czekając na start utrzymując się jednocześnie na powierzchni akwenu. Okazuje się, że w piance nie stanowi to prawie żadnego nakładu energetycznego. Zyskuje się również na szybkości - zaobserwowałem, że odcinki pięćdziesięciometrowe pokonuję w czasie około dziesięć sekund krótszym niż zazwyczaj (a zazwyczaj zajmuje mi to około minuty). Na swój triatlonowy debiut na pewno będzie zatem warto się w taką piankę zaopatrzyć (wypożyczyć czyli).
Ale przede mną póki co, końcowy etap przygotowań do maratonu. Do tematów triatlonowych powrócę zatem w okolicach długiego weekendu majowego.