10 września 2010

Konkurs, konkurs i po świętach

Tak naprawdę święta dopiero się zaczną. A właściwie to wielkie święto biegania, czyli zaplanowany na najbliższe dwa dni Festiwal Biegowy Forum Ekonomicznego. A my (czyli wspomniany fundator nagród i ja), w wigilię tego wiekopomnego wydarzenia, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami zapowiedziami (wprawdzie nie w stu procentach zgodnie, bowiem obiecałem rozwiązanie konkursu w godzinach popołudniowych a mamy już wieczór - ale liczę na wyrozumiałość, gdyż mam dzisiaj urodziny i zona wyciągnęła mnie po... buty dla dziecka, miedzy innymi) ogłaszamy wyniki losowania w naszym konkursie.
Ale zanim to nastąpi (i tak wiem, że co bardziej niecierpliwi czyli zdecydowana większość, od razu przewinie na dół strony) winien jestem podanie prawidłowych odpowiedzi na konkursowe pytania. Mógłbym wprawdzie z tego zrezygnować, gdyż praktycznie wszystkie nadesłane odpowiedzi były prawidłowe, ale gwoli wierności zasadom nie zrezygnuję. Wróćmy zatem do pytań:

1. Największy w Polsce, Maraton Poznański świętuje właśnie swoje dziesięciolecie. Ile osób wzięło udział w pierwszej edycji zawodów w 2000 roku?
Metę pierwszej edycji Poznańskiego Maratonu przekroczyło 761 biegaczy, jak również 29 rolkarzy i 2 osoby na wózkach (źródło).

2. 37 Maraton Dębno, podczas którego rozgrywane są Mistrzostwa Polski w Maratonie, odbędzie się w tym roku (wyjątkowo) 24 października. Jaki jest tradycyjny termin rozgrywania zawodów?
Oficjalne mistrzostwa naszego kraju w maratonie, rozgrywane są od 1969 roku (dla amatorów dostępne od lat 80-tych ubiegłego stulecia) zawsze w pierwszą niedzielę kwietnia - o ile Wielkanoc nie wymusi przesunięcia zawodów o tydzień (źródło: Staszak, K., Staszewski, W., Żakowska, M., Biegaj z nami, Agora SA, 2010).

3. Maraton Warszawski rozgrywany jest od 1979 roku (nawiasem mówiąc, świetny rocznik). Jaką nazwę nosił podczas swej pierwszej edycji?
Maraton Warszawski, który za dwadzieścia dni będzie świętował te same urodziny, które ja świętuję dziś, w swej pierwszej edycji nosił nazwę odpowiadającą "duchowi" czasu, czyli Maratonu Pokoju (źródło).

A teraz klu programu - spośród osób, które nadesłały prawidłowe odpowiedzi generator liczb losowych wskazał dwoje zwycięzców, do których powędrują nagrody. A owi szczęśliwcy to (poproszę o tusz):
Danuta Śmietana z Krakowa oraz Mateusz Kotarba z Brzeska

Nagrody prześlemy pocztą. Zwycięzcom gratulujemy, a wszystkim dziękujemy za wspólną zabawę!

6 września 2010

Miejskie bieganie

Jednym z patentów na długie wybieganie, którego (obok biegania po szosie, które testowałem w Trzebiatowie) postanowiłem spróbować, jest bieganie po mieście. Na miniony właśnie weekend miałem zaplanowaną najdłuższą przed maratonem "przebieżkę", czyli ok. 30 km. A ponieważ wyszło mi z obliczeń, że gdy pobiegnę z domu do najbliższego punktu stanowiącego część jednej z pętli Maratonu Poznańskiego, przebiegnę ową pętle i wrócę, to pokonam właśnie ok. 30 kilometrów, postanowiłem tak właśnie zrobić.
Rzecz jasna pętli tutejszego maratonu i pólmaratonu zarazem nie udało mi się pokonać dokładnie tą trasą, jaką przebiega w rzeczywistości. Nie wszędzie obok jest chodnik, a wprowadzania niebezpieczeństwa na drodze oraz ryzyka otrzymania za owo wykroczenie mandatu karnego nie zakładałem w swoich planach treningowych. Dlatego też za Rondem Rataje, miast udać się na tzw. Trasę Katowicką skierowałem się w ulicę Piłsudskiego. Przy Jeziorze Maltańskim stanąłem też przed dylematem czy biec prosto ulicą abpa Baraniaka, czy też obiec jezioro. Zdecydowałem się na to drugie rozwiązanie z uwagi na możliwość napełnienia źródlaną wodą opróżnionych już buteleczek z mojego pasa, zwiększenia "atrakcyjności" trasy poprzez przebiegnięcia miejsca, w którym znajduje się meta (pół)maratonu (a w którym wczoraj znajdowała się meta zawodów rowerowych) oraz nieznacznego wydłużenia trasy. W swoich obliczeniach co do długości byłem bardzo bliski prawdy, bo choć nabiegałem nieco ponad 29 km, to gdybym doliczył dystans przemierzony podczas rozgrzewki, a którego tradycyjnie nie wliczam do kilometrażu treningu, osiągnąłbym na pewno dystans z "trójką" z przodu.
Co do biegania po ulicach miasta, ma ono oczywiście woje wady i zalety. Na pewno bieganie w towarzystwie samochodów do przyjemnych nie należy. Nie ma natomiast "problemu" z monotonią biegania po "pętli" (chociaż zawsze można znaleźć odpowiednio długą pętlę w terenie).
Konieczność zatrzymywania się na światłach można postrzegać zarówno in plus, jak i in minus. Trening tempowy zabiłoby to od razu, ale gdy od tempa ważniejszy jest czas trwania wysiłku, nie przeszkadza to już tak bardzo. Można też ten moment wykorzystać na spokojne uzupełnienie płynów (a propos, słyszeliście jaka jest różnica między sportowcami a "normalnymi" ludźmi? - ludzie piją, sportowcy uzupełniają elektrolity i pierwiastki śladowe...) lub np. spożycie żelu energetycznego. Konieczność zatrzymywania się "na czerwonym" pozwoliła mi również przetestować opcję autopauzy w moim pulsometrze (ustawiłem na "zatrzymanie się") - moja obserwacja jest taka, że stoper zatrzymuję się kilka sekund po zarzynaniu, a włącza z powrotem praktycznie natychmiast po ponownym ruszeniu. Może to nieco zakłamywać rzeczywisty czas biegu, ale chyba lepsze to niż konieczność ciągłego wstrzymywania i uruchomiania stopera (właściwie można przecież czas postoju wliczyć w czas treningu), że o konieczności pamiętania o tej czynności nie wspomnę.
 Bieganie po ulicach miasta, można też tak zaplanować, aby uniknąć ryzyka pokusy skrócenia sobie treningu (nie wiem jak u was, ale u mnie przy 20+ km takowe się zdarza) i oddalić się tak daleko od domu, że w pewnym momencie nie pozostaje już nic innego jak... wrócić.

A jak wyglądały pozostałe moje treningi w minionym tygodniu? We wtorek nogi rwały mi się do biegu. Postawiłem zatem na szybkość. I mało zabrakło abym pobił swój rekord na dystansie 10 km. Udało mi się natomiast pobić ten w biegu godzinnym, bowiem właśnie w tym czasie pokonałem 11,98 km, co dało średnie tempo 5:01/km (wiem, że nawet niektórzy z odwiedzających ten blog w takim tempie biegają pierwszy zakres, ale dla mnie to granica drugiego i trzeciego).
W piątek, po dziesięciu minutach powoli, godzina w optymistycznym tempie maratonu - "optymistycznym", bo 5:30/km a i tak zapewne przez większość trasy pobiegnę z zającem na 4:00.

Dzisiejszy dzień  możemy uznać za początek tzw. okresu wyostrzenia przed startem (czy też tapperingu). Zarówno najnowsze Bieganie jak i Runner's World poświęcają uwagę temu zagadnieniu, zatem być może skorzystam nieco z zawartej tam wiedzy i zmodyfikuję jeszcze nieco założenia treningowe na najbliższe 21 dni.

31 sierpnia 2010

Awitaminozą jesień się zaczyna

Po tygodniu "luzowania" (w piątek raz jeszcze byłem na basenie - 15 km w ok. 40 min) w niedzielny poranek zdecydowałem się na powrót na ścieżki. Miało być weekendowe wybieganie ale też nie chciałem za bardzo "szarpać" z odległością. Założyłem sobie zatem plan minimum 20 km. Ale moje kłopoty zaczęły się jeszcze zanim budzik zadzwonił. W środku nocy, we własnym łóżku... załapał mnie skurcz. Wyobrażacie sobie? Ja rozumiem, na 30-tym kilometrze maratonu, ale w łóżku? Na szczęście nie przeszkodziło mi to zebrać się na trening, a zebrałem się i wybrałem nad Maltę. Pomyślałem sobie, że cztery okrążenia wokół jeziora będą akurat (wyszłoby w okolicach półmaratonu). I wszystko byłoby fajnie gdyby nie to, że pod koniec trzeciego poczułem, że jeśli się nie zatrzymam, to mogę mieć poważne kłopoty z końcowym odcinkiem układu trawiennego. Nie chciałem ryzykować i "skończyło" się na 16,3 km. Martwiłem się, ze te kłopoty to skutki spożywania podczas biegu żelu energetycznego. Na szczęście dla żelu a na nieszczęście dla mnie okazało się, że to szerszy kłopot i dzięki temu większość niedzieli spędziłem w łóżku, a niemałą też część tam, gdzie król piechotą chadza. Na domiar złego jęczmień mi się na oku zaczął robić. Nieszczęścia chodzą trójkami czy jak? I tak niedzielny trening, jak i cały dzień wypadł jak da wycieczka zakładowa, o której swego czasu śpiewał w łódzkiej Przechowalni Artur Andrus:


Dzisiaj było już dużo lepiej. Ale o tym napiszę już następnym razem...

29 sierpnia 2010

Spodziewana niespodzianka

Sezon na festiwale powoli się kończy. Ale jeślibyście mieli chęć na jakiś się wybrać, zdecydowanie polecam Festiwal Biegowy Forum Ekonomicznego, który odbędzie się w dniach 11-12 września w Krynicy Zdrój. Jak podają organizatorzy na stronie festiwalu w portalu Facebook (nie zapomnijcie kliknąć "Lubię to!"), Festiwal Biegowy Forum Ekonomicznego będzie jednym z największych wydarzeń sportowych w Europie Środkowo – Wschodniej.
Zapowiada się zatem nie lada gratka dla amatorów biegania. Ja niestety w tym roku nie będę mógł zawitać do Krynicy (w tym samym terminie czeka mnie trening wydolnościowy nóg oraz układu trawiennego, czyli wesele), ale za rok, kto wie?

Tymczasem, wraz z organizatorami Festiwalu chciałbym zaprosić czytelników bloga do konkursu, w którym nagrodami (ufundowanymi właśnie przez organizatorów Festiwalu) są dwa zestawy sportowe. W skład każdego z nich wchodzi między innymi torba sportowa, koszulka oddychająca oraz bidon.
Konkurs rozpoczyna się w dniu 29 sierpnia i potrwa do 9 września. Losowanie nagród odbędzie się w przeddzień rozpoczęcia festiwalu, czyli 10 września - lista trzech szczęśliwców zostanie podana do wiadomości ogółu tego samego dnia w godzinach popołudniowych. Aby wziąć udział w konkursie należy nadesłać odpowiedzi na zamieszczone poniżej pytania na adres konkurs-fbfe@monczynski.pl.
Wraz z prawidłowymi odpowiedziami wiadomość powinna zawierać imię i nazwisko, rozmiar koszulki oraz adres poczty tradycyjnej, na który, w przypadku szczęścia w losowaniu, zostaną przesłane nagrody.
Zgłoszenie swojego udziału w konkursie jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na opublikowanie imienia, nazwiska oraz miasta zamieszkania na liście zwycięzców.

A teraz, gdy formalności mamy już za sobą pora przejść do meritum! Podczas Festiwalu zostanie m.in. rozegrany najtrudniejszy w Polsce bieg na dystansie 42,195 km, Koral Maraton. Start biegu znajduje się na wysokości 290 m.n.p.m. a najwyższy punkt  na wysokości 730 m.n.p.m. Biegaczy czeka ponad 30 kilometrowy podbieg! Nasze pytania dotyczyć będą nieco łatwiejszych, lecz nie mniej atrakcyjnych biegów maratońskich (tytuł bloga zobowiązuje...).

  1. Największy w Polsce, Maraton Poznański świętuje właśnie swoje dziesięciolecie. Ile osób wzięło udział w pierwszej edycji zawodów w 2000 roku?
  2. 37 Maraton Dębno, podczas którego rozgrywane są Mistrzostwa Polski w Maratonie, odbędzie się w tym roku (wyjątkowo) 27 24 października. Jaki jest tradycyjny termin rozgrywania zawodów?
  3. Maraton Warszawski rozgrywany jest od 1979 roku (nawiasem mówiąc, świetny rocznik). Jaką nazwę nosił podczas swej pierwszej edycji?
Z niecierpliwością oczekuję na odpowiedzi i życzę powodzenia!

25 sierpnia 2010

Dmuchanie na letnie

Wchodzę ostatnio na blogi zaprzyjaźnionych biegaczy (płci obojga), patrzę, i co widzę! Aż dwoje z nich pisze o tzw. "zmęczeniu materiału". Zgadnijcie co poczułem. Empatię... Tak, tak - dopadło i mnie. Na szczęście tylko miejscowo. Konkretnie to moje prawe kolano trochę nie domaga. Jeśli dobrze zinterpretowałem to, co wyczytałem w literaturze fachowej, doskwiera mi tzw. "kolano skoczka". Stan mojego stawu się nie pogarsza, a ból nie jest aż tak uciążliwy abym musiał bezwzględnie przerywać treningów. Niestety, mimo tego, że przykładam się mocno do rozciągania po każdym treningu, nie obserwuję również wyraźnej poprawy. Postanowiłem zatem działać, aby przypadkiem nie spotkała mnie jakaś bardzo przykra niespodzianka w końcowym etapie przygotowań do maratonu.

Klamka zatem zapadła. Postanowiłem zrobić sobie trochę wolnego od biegania. Brzmi okropnie, nieprawdaż? Od razu uspokajam, że nie oznacza to, jakobym zrobił sobie wolne od treningów. W miejsce treningów biegowych (co najmniej dwóch, jak będzie w weekend jeszcze się okaże) postanowiłem pójść na basen. Włączyłem też w swój program element, który (muszę się przyznać bez bicia) dotychczas zaniedbywałem, a właściwie wciąż odkładałem na bliżej nieokreśloną przyszłość, czyli ćwiczenia siłowe (zwłaszcza) na nogi - obecnie wykonuję zestaw znaleziony na Bieganie.pl.

Pierwsza od jakiegoś czasu wizyta na basenie miała miejsce wczoraj. Po błyskawicznej "rozgrzewce" (sześć basenów na przemian wolno i szybko) przeszedłem do realizacji planu "pływanie ciągłe" z założeniem, że potrwa między 30 a 45 minut. Wyszło (a właściwie wypłynęło) ok 32 minuty - byłoby więcej , ale nie wytrzymał... nos. Moje okulary do pływania mają sztywną część łączącą poszczególne elementy "przygałkowe", która zaczęła mnie już tak uwierać, że musiałem zdjąć okulary. I tak "stanęło" na pięćdziesięciu dwóch basenach, co z wspomnianymi wcześniej sześcioma długościami składa się na przepłynięte 1,45 km. Ciekawe czy efekty takiego treningu są adekwatne do przebiegnięcia ok. 10 km...

Na zakończenie mała zapowiedź - już niedługo na blogu mała niespodzianka (niektórzy już się zapewne domyślają jaka). Ostrzcie zęby...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...