XXVII Bieg Zwycięstwa

9 maj 2011

Na początek wierszyk...


Dzień zwycięstwa, maj zielony, białe kwitną bzy.
Dziadek usiadł zamyślony, wspomniał wojny dni.
Jak z Radziecką Armią sławną w bój na wroga szedł.
Działo się to tak niedawno, a zda się, że wiek.

Jak miał Miszę towarzysza, co w okopach padł,
Z takim Miszą można było zawojować świat!
Dzień zwycięstwa maj zielony białe pachną bzy.
Dziadek usiadł zamyślony, wspomnij z nim i Ty!
Wierszyk, którego uczyłem się w pierwszej klasie szkoły podstawowej (autora niestety nie pamiętam), czyli (jakby nie licząc) dwadzieścia pięć lat temu, tj. w czasach, gdy dień pabiedy świętowany był 9 maja. Obecnie rocznica zakończenia II wojny światowej obchodzona jest 8 maja i tak się atrakcyjnie złożyło, że w tym roku dokładnie 8 maja w Bojanowie miał miejsce 27-my już Bieg Zwycięstwa. Biegłem i ja.

A bieg to był specyficzny - brak wpisowego, nietypowy dystans (ok. 12 km z naciskiem na "ok.") i rekord frekwencji, bo w tym roku zameldowało się ponad stu (dokładnie 131) biegaczy. Dodatkową atrakcją była trasa, która w pewnym momencie prowadziła przez sam środek byłego PGR-u, obecnie działającego jako Sp. z o.o. (najgłośniejszy doping był ze strony krów).
Fot.: Dania n
A jeśli by kto pytał jak mi poszło, to odpowiem, że nie poszło... bo pobiegło. Ale to, że na całym dystansie biegłem poczytuję sobie za największy sukces dnia wczorajszego. Wszystko przez to, że jako taktykę przyjąłem brak taktyki i bieg na tzw. wyczucie, i podobnie jak Kuba, tuż po starcie dałem się nieco ponieść psychologii tłumu i zacząłem zdecydowanie za ostro - po pierwszym kilometrze stoper wskazywał 4 minuty, a po drugim nieco ponad osiem. Na szczęście z odsieczą podążyło mi rozwiązane sznurowadło, bo takiego tempa na pewno długo bym nie utrzymał. A i tak musiałem zwalczyć dwa kryzysy. Drugi minął, gdy na horyzoncie ujrzałem bojanowski rynek, z którego startowaliśmy i wydawało mi się, że również tam będzie meta. Tymczasem przebiegłem rynek, a mety nie widać... Okazało się, że muszę przebiec jeszcze kilkaset metrów na stadion i jeszcze pół okrążenia wokół stadionu. Ale dobiegłem - z czasem 0:57:47, zajmując 21 23 miejcie w kategorii wiekowej i 88 (jeśli dobrze pamiętam) w kategorii open, co by było jest ciekawym zbiegiem okoliczności bo taki właśnie miałem numer startowy.

Czy wrócę do Bojanowa za rok? Jeśli tylko będę mógł, to z wielką przyjemnością. Zwłaszcza, że start w XXVII Biegu Zwycięstwa była tylko jedną z bojanowskich przyjemności...

4 komentarze:

tete 10 maj 2011 06:38:00  

Gratki Bartek ! fajna sprawa z tą trasą przez przez PGR Ciekawe jak po krowiemu jest "dacie radę, dacie radę" hi hi ... lubię talie małe lokalne biegi, bez wielkiej pompy ;) pozdrowionka

Ava 10 maj 2011 12:47:00  

Co za zbieg okoliczności. Ten wierszyk to chyba jedyny, który doskonale pamiętam w całości z początków podstawówki :) Jak widać nieźle się kiedyś takie "prawdy" wbijało dzieciom do głowy. I zostało im to w tych głowach na całe lata.
Gratulacje - fajny bieg, powiedziałabym "cowboyski" ;-)

Hankaskakanka 10 maj 2011 22:06:00  

Gratuluję! A wierszyka nie znam. Uroczy :)

Emilia 11 maj 2011 11:15:00  

A mnie się podoba pomysł na bieg bez wpisowego z dystansem określonym na "około" :-) Gratulacje.

A wierszyka nie znałam...

Prześlij komentarz

Przeszukaj bloga

Ładowanie...

Statystyka

stat4u

  © Blogger template On The Road by Ourblogtemplates.com 2009

Back to TOP