Pierwszy i ostatni

15 maj 2011

Nareszcie! Nareszcie, po raz pierwszy od listopada, udało mi się dotrzeć na bieg organizowany w ramach II Grand Prix Poznania w biegach przełajowych. Udało mi się zatem być na pierwszym i na ostatnim biegu. Na pierwszym biłem rekord "powolności", tym razem miałem w planach klasyczny rekord życiowy. Plan minimum zakładał jakąkolwiek poprawę, plan optymalny zakładał wynik w granicach 0:21:50. A to dlatego, że wg. książki, którą zakupiłem kilka tygodni temu (a o której jeszcze kilka słów zapewne napiszę), przy moim ostatnim rezultacie w biegu na 10 km (0:45:40) 5 km powinienem pokonywać właśnie w 22 minuty bez dziesięciu sekund. Plan maksimum oczywiście pozostawał otwarty...
Wczorajszy bieg był również ostatnim etapem testowania butów Nike LunarHaze+.

Fot.: Ola Bońka
Aby wykonać założony plan, powinienem był utrzymywać tempo na poziomie 4:22/km, co też próbowałem od początku czynić, a co nie do końca mi się udało, bo po pierwszym kilometrze Gremlin pokazał 4:15. Ale biegło mi się dobrze, postanowiłem zatem nic nie korygować. Na drugim kilometrze było podobnie, bo 4:17/km. Kłopoty zaczęły się na trzecim kilometrze, a konkretnie w tych miejscach po drugiej stronie Rusałki (drugiej w stosunku do tej, gdzie umiejscowiona jest meta), gdzie nie ma osłony drzew, a że wczoraj słonko przygrzewało żwawo, tempo zaczęło "siadać". Po powrocie w cień starałem się wracać do poprzedniego i chyba się udało bo na trzecim i czwartym kilometrze tempo było na poziomie 4:21 i 4:24/km. Na ostatnim, piątym kilometrze, tempo było znowu zbliżonego do tego z dwóch pierwszych (4:16/km), ale to chyba zasługa ostatnich metrów, bo właśnie na tym ostatnim kilometrze przechodziłem największy kryzys. Doszło do tego, że zacząłem myśleć już tylko o tym, aby na ostatnich metrach nie zwalniać. Ale nic z tych rzeczy! Gdy na końcu ostatniej prostej ujrzałem metę, a dodatkowo biegnący za mną zaczął finiszować próbując mnie wyprzedzić, starym zwyczajem w organizmie odnalazły się ostatnie pokłady energii. Tak już chyba będzie ze mną zawsze i zawsze na zdjęciach z finiszu będę miał taką niefotogeniczną minę.
Fot.: Monika Ciesielska
Ale finał tego jest taki, że plan optimum przekroczyłem o 13 sekund, a rekord życiowy poprawiłem o sekund 53 i wynosi on teraz 0:21:37! Jak w tym zasługa ciężkich treningów, a jak szybkich butów trudno stwierdzić... A jeśli już o butach mowa - jutro zapewne znajdzie się tu recenzja Nike LunarHaze+, które charakteryzują się nie tylko przyjemnym dla oka wyglądem. A od kolejnego tygodnia rozpoczynam testowanie kolejnej pary - tym razem będą to buty Adidas Response Stability.

5 komentarze:

tete 15 maj 2011 22:23:00  

Brawo Bartek ! Gratuluję i pozdrawiam :)fajna relacja ;)

Hankaskakanka 15 maj 2011 22:30:00  

Ładna życiówka - gratuluję!

Mauser 15 maj 2011 23:14:00  

53 sekundy na 5km to ogromny postęp. Gratulacje.

Kuba (Formatownia) 16 maj 2011 10:42:00  

I trzeba tu dodać, że długo długo szedłeś na jeszcze lepszą życiówkę, bo do wspomnianego słońca miałem Cię zdaje się na plecach. Mi się ostatecznie udało dobiec w równe 21 minut i do pokonania życiówki zabrakło 6 sekund :)

Midi 16 maj 2011 18:45:00  

Gratulacje!
A mina na zdjęciu bardzo oryginalna :))

Prześlij komentarz

Przeszukaj bloga

Ładowanie...

Statystyka

stat4u

  © Blogger template On The Road by Ourblogtemplates.com 2009

Back to TOP