Raz nie zawsze

22 lip 2010

Rzadko mi się to zdarza, ale odpuściłem sobie pierwszy z trzech zaplanowanych na ten tydzień treningów. We wtorkowy wieczór byłem prawie całkowicie pozbawiony energii, a że na środę miałem zaplanowany już od dawna dzień wolny postanowiłem przesunąć bieganie na środowy poranek. Ale i rano nic z tego biegania nie wyszło - leń tym razem zatriumfował. Mało tego, gdy wieczorem wracaliśmy z koncertu Jaromira Nohavicy, "zaliczyliśmy" jeszcze posiłek w McDonaldzie - a była godzina 23:15. Zatem jak widać, nie byłem wczoraj grzecznym biegaczem. Ale trzecią rocznicę ślubu ma się przecież raz w życiu...

Ale w zeszłym tygodniu wszystko było w normie - byłem zorganizowany i poważny, uczesany i przezorny! We wtorek 60 minut plus 8 dwudziestosekundowych przebieżek (razem 10,5 km). W czwartek 10 minut truchtu i 50 minut w tempie maratonu (również 10,5 km). Natomiast w niedzielę, korzystając z chwilowej nieobecności ekstremalnych temperatur pozwoliłem sobie na długie wybieganie w godzinach popołudniowych nad Jeziorem Maltańskim - 18 km w 1:50:44.
Moje dziewczyny zażywały wówczas spaceru (młodsza również drzemki) i zaszalały nieco między regałami w centrum handlowym.

3 komentarze:

tete 22 lip 2010 18:41:00  

Wszystkiego najlepszego z okazji Rocznicy dla Młodej Pary:) pozdrowionka dla całej Rodzinki :) Tomek

Hankaskakanka 23 lip 2010 09:47:00  

Gratulacje z okazji rocznicy i dużo szczęścia na kolejne!

Ava 24 lip 2010 18:00:00  

No to ja też się dołączę życząc "dalszego udanego pożycia" :-))))
A z tymi odpszczanymi treningami to myslę że czasem trzeba odpuścić, jak się nie chce - żeby to byla przyjemność a nie obowiązek. Obowiązków i tak mamy w życiu za dużo :-)

Prześlij komentarz

Przeszukaj bloga

Ładowanie...

Statystyka

stat4u

  © Blogger template On The Road by Ourblogtemplates.com 2009

Back to TOP