Jak żółw ociężale

18 gru 2011

O ile sobie dobrze przypominam, rok temu powrót do regularnego biegania również szedł mi jak przysłowiowa krew z nosa... Ale potem jakoś się "rozkręciłem", więc może to jest tak jak z lokomotywą w wierszyku dla dzieci?

Źródło: mariannaoklejak.blogspot.com
Kończący się właśnie tydzień zamykam z dwoma treningami, w tym jednym biegowym i oszałamiającym kilometrażem siedem koma trzy. We wtorek, gdy miałem wyjść po raz pierwszy padało. Postanowiłem zatem zostać w domu i zrobić tzw. siłę, w nadziei, że następnego dnia będzie lepiej. Powyginałem śmiało ciało przez dwadzieścia pięć minut i nawet na drugi dzień nic mnie nie bolało. Zabolała za to pogoda. Przez cały dzień było ładnie, a wieczorem - jak z cebra. Nic nie poradzę, nienawidzę biegać w deszczu! Chociaż może już czas się przełamać (i przestać łamać). Podobno nie ma złej pogody do biegania - jest tylko źle dobrana odzież.
Wyszedłem w czwartek. Po dziesięciu minutach truchtu zrobiłem cztery osiemsetki w tempie zbliżonym do startowego na 5 km (w rzeczywistości wyszło 4:24, 4:23, 4:28 i 4:24/km) z trzyminutowymi przerwami w truchcie, a na koniec dołożyłem jeszcze pięć minut truchtu. I to mi właśnie dało te 7,3 km. Obiecywałem sobie, że w weekend zrobię drugie tyle, co przez resztę tygodnia (czyli raz bieganie raz siła). Ale dopadła mnie niemoc totalna - psychiczna i fizyczna, choć to drugie bardziej. Chyba tzw. atmosfera przygotowań do świąt tak destrukcyjnie na mnie działa.
Oby od jutra było już tylko lepiej (czytaj|: oby jakoś dożyć do piątku i przeżyć sobotę)...

PS. Użalając się nad sobą, właśnie napisałem dwusetnego posta na tym blogu.

3 komentarze:

Bob 18 gru 2011 22:05:00  

Ja wstaję o 5:30 i idę biegać zanim zacznę myśleć. Nie do pomyślenia dla mnie jeszcze rok temu, ale wtedy to miałem czasu, a czasu ;-)
Minusem jest to, że człowiek chyba nigdy się nie wyśpi ;]

tete 18 gru 2011 23:09:00  

Gratki na dwusetkę;) Po świętach się rozkręcimy ;) pozdrowaśki ;)

Hankaskakanka 19 gru 2011 21:48:00  

Gratulacje za dwusetkę :) Mnie też idzie ociężale wdrażanie się w powrót do treningów biegowych, a biega mi się chyba jeszcze ciężej niż wdraża! Masz w okolicy jakąś siłownię, na której mógłbyś korzystać z bieżni w razie deszczu? Ja też nienawidzę moknąć, zwłaszcza w zimowych ciemnościach. Mniejszym złem wydaje mi się powietrze z rury.

Prześlij komentarz

Przeszukaj bloga

Ładowanie...

Statystyka

stat4u

  © Blogger template On The Road by Ourblogtemplates.com 2009

Back to TOP