Początek i koniec

12 lis 2011

Tak już na zupełne zakończenie sezonu wybrałem się dziś nad Rusałkę na pierwszy bieg III Grand Prix Poznania w biegach przełajowych. Jeszcze wczoraj wieczorem zastanawiałem się, czy to dojdzie do skutku, bowiem czułem się tak, jakby łapała mnie jakaś infekcja. Na wszelki wypadek połknąłem przed snem dwie żółte tabletki, nastawiłem swoją psychikę na tryb "układ immunologiczny baczność, walczyć mi z tą zarazą" i pełen dobrych myśli udałem się na spoczynek. Na szczęście obudziłem się w pełni zdrów. Tylko pogoda od rana (a właściwie o już od wczoraj) nie rozpieszcza - zrobiło się na prawdę zimno, choć jeszcze nie ma mrozów w ciągu dnia. Wczoraj wymarzłem na paradzie z okazji imienin głównej ulicy miasta i nie bardzo miałem ochotę by to się dziś powtórzyło. W związku z tym w sumie nie bardzo wiedziałem jak mam się ubrać. Oczywiście przesadziłem - z dołem nie było problemu (legginsy 3/4), ale na górę założyłem o jedna warstwę za dużo (wiatrówkę) i trochę się zgrzałem. Nie licząc rąk (bo rękawiczek, a jakże, nie zabrałem), w które zrobiło mi się ciepło dopiero w okolicach czwartego kilometra.


A sam bieg? Nie chciałem biec na sto procent, więc do ostatniej chwili biłem się z myślami jaką taktykę przyjąć. Ostatecznie postanowiłem biec na wynik ok. 0:22:00. Początek wyszedł nieco szybszy - pierwszy kilometr 4:23, drugi 4:17. Zacząłem sobie myśleć, że może się jednak skończyć kolejną życiówką w ostatnich tygodniach, ale gdzieś w połowie trzeciego kilometra rozwiązała mi się lewa sznurówka, a prawa wskazywała na stan "zaraz dołączę do lewej". Przymusowy "pit-stop" sprawił, że trzeci kilometr przebiegłem 4:39 i jakoś zeszło ze mnie powietrze. Mimo to czwarty i piąty wyszedł niemal jednocześnie jak pierwszy i drugi (4:23 i 4:16) i tak na mecie Gremlin wskazał mi równe 0:22:00. Jak się później okazało czas netto miałem o dwie sekundy lepszy, czas brutto z powodu niemałego tłoku na starcie (nic dziwnego przy rekordzie frekwencji, 623 biegaczy) 0:22:16.

A teraz czas powiesić buty na kołku (czyli wynieść do piwnicy) i przez cztery kolejne tygodnie zająć się regeneracją i ładowaniem akumulatorów (w sumie to prawie to samo). Kolejny sezon otwieram drugim biegiem GPP, dziesiątego grudnia

12 komentarze:

Krzysiek 12 lis 2011 20:55:00  

Miłego odpoczywania :)

biegamblog 13 lis 2011 11:39:00  

Odpoczywaj, miesiąc bez biegania to w sumie sporo. Ja chyba sobie takiej przerwy nie zrobię. Ale regeneracja bardzo ważna rzecz.

Mam pytanie przy okazji, jako do doświadczonego biegacza. Chodzi o przyszły sezon i maraton w Łodzi i Krakowie. Kraków jest tydzień po Łodzi. Czy próba startu w obydwóch maratonach ma jakikolwiek sens. Czy jestem w stanie się chodź odrobinę zregenerować przez tydzień?

Krzysiek 13 lis 2011 11:59:00  

Moim zdaniem tydzień to zdecydowanie za mało, nawet przy potraktowaniu obu maratonów jako bardzo spokojne wybiegania. Szkoda zdrowia.

Emilia 13 lis 2011 12:45:00  

To się nazywa zasłużony odpoczynek :-) Miłej regeneracji przed kolejnym sezonem!

drproctor 13 lis 2011 12:49:00  

@biegamblog, również moim zdaniem tydzień to zdecydowanie za mało. Przerwa między maratonami powinna wynosić co najmniej cztery tygodnie i najlepiej nie biec obu na 100%. Wcześniejszy można potraktować jako długie wybieganie, ale trzeba oczywiście odpowiedni zmniejszyć tempo. Podchodząc w tym roku do maratonu we Wrocławiu celowałem w wynik 30 minut gorszy niż planowany na Poznań, który był moim docelowym startem jesiennym.

A jeśli chodzi o długość tzw. rozbiegania, to "mądrzy ludzie twierdzą, że powinno trwać właśnie 3-4 tygodnie, co oczywiście nie oznacza, że na ten czas należy całkowicie zaniechać aktywności fizycznej. Rozbieganie nie musi nawet oznaczać rezygnacji z biegania, ale na pewno należy zmniejszyć obroty.

biegamblog 13 lis 2011 16:07:00  

Przekonaliście mnie. Macie rację. Nie ma się co przeciążać niepotrzebnie.

To teraz pytanie co lepsze, Łódź czy Kraków?

drproctor 13 lis 2011 20:38:00  

@biegamblog, tą decyzję musisz już chyba podjąć sam:) Ja nie odejmuję się nawet porównania, zwłaszcza, że przebiegłem tylko jeden z wymienionych maratonów (Kraków - wspominam miło). Łódź planuję wstępnie na 2013.

Leszek Deska 13 lis 2011 23:16:00  

Gratulacje za cały sezon i dzięki za pisanie bloga - przeczytałem cały i będę czekał na kolejne wpisy. Przy okazji zachęcony przykładem założyłem też swój: www.leszekbiega.pl Ja dopiero zaczynam przygodę z bieganiem i z tego powodu całą zimę przepracuję bo na wiosnę ma być pierwszy maraton w życiu :)

Boberek 14 lis 2011 14:47:00  

Znowu nic nie wylosowaliśmy, peszek ;-)

drproctor 14 lis 2011 20:59:00  

@Boberek, z ust mi to wyjąłeś ;-) A tak liczyłem na ten wyjazd do Berlina...
@Leszek, witaj w gronie Blogaczy. Będziemy bacznie obserwować Twoje poczynania ;-) Listopad to idealny moment do rozpoczęcia przygotowań do wiosennego maratonu.

tete 14 lis 2011 22:09:00  

Tylko żebyś się Bratek za bardzo nie rozleniwił;)bo potem trudno się wdraża rytm treningowy :) pozdrawiam serdecznie :)
PS Gratulacje końcówka sezonu super! Tak trzymaj!

drproctor 15 lis 2011 07:39:00  

@Tete, dzięki:) Aktywności fizycznej całkowicie nie porzucam, więc chyba nie będzie tak źle z powrotem do formy.

Prześlij komentarz

Przeszukaj bloga

Ładowanie...

Statystyka

stat4u

  © Blogger template On The Road by Ourblogtemplates.com 2009

Back to TOP