Przypowieść o biegaczu
12 wrz 2010
Z niedzielnych rozmów pewnego małżeństwa:
ON - Powiedz, że jutro nie będę już miał kataru...
ONA - Nie będziesz miał jutro kataru.
ON - Powiedz, że we wtorek będę mógł znowu pobiegać...
ONA - Będziesz miał jutro katar!
Tak, wciąż mi nos przecieka, ale z nadzieją patrzę w najbliższe godziny i ufam, że we wtorek choć potruchtać mi się uda.
I tak to jest z tym planowaniem. W poniedziałek, opierając się na artykule z ostatniego numeru Biegania, ułożyłem sobie założenia na ostatnie trzy tygodnie przed startem w maratonie. Choć zakładają one stopniową redukcję kilometrażu, na kończący się właśnie tydzień miał przypadać o jeden trening więcej niż zazwyczaj (czyli cztery). A udało mi się zrealizować jedynie 3-kilometrówki (cztery ich było, przeplatanych 3-minutowym truchtem, w sumie 13,5 km) w środę (też zresztą pierwotnie planowane na wtorek). Ból gardła, który nagle pojawił się w piątek rano, oraz katar, który szybko poszedł mu w sukurs, skutecznie przekreśliły pozostałe biegowe plany i nie tylko (popsuły mi również zabawę na wczorajszym weselu Eweliny i Maćka). Ot, nie wiesz biegaczu, kiedy... niezaplanowane wydarzenia i okoliczności nie pozwolą ci realizować tego, coś z takim pietyzmem zaplanował.
A tak z innej beczki, to dziś przypada 2499 rocznica bitwy pod Maratonem.




3 komentarze:
Współczuję przeziębienia. Może warto je na razie przeleżeć i wypocząć, bo program do maratonu i tak już zrobiłeś, te dwa ostatnie tygodnie nic nie zmienią na lepsze, a zmęczony, wychorowany organizm raczej nie pozwoli rozwinąć skrzydeł. Życzę Ci zdrowia!
Zawsze można wziąć urlop i pojechać np do Londynu czy Berlina na jakiś wyjazd + maraton :)
Hanka ma rację, z punktu widzenia maratonu za 2 tygodnie najlepsze, co możesz zrobić, to wyspać się porządnie i wyleczyć przeziębienie. Po ostatnim dniu objawów odczekaj jeszcze 2-3, to naprawdę dużo bezpieczniej, bo nie spadnie Ci forma.
Prześlij komentarz