Wszystkie Ryśki to porządne chłopy...
21 lis 2010
Ryszardowi Grobelnemu gratulujemy Poznańskiego (półtora) Maratonu i świetnego wyniku w wyborach: 49,24 wg sondażu Gemini telewizji WTK.
A Ty, czy spełniłeś swój obywatelski obowiązek? Read more...
Ryszardowi Grobelnemu gratulujemy Poznańskiego (półtora) Maratonu i świetnego wyniku w wyborach: 49,24 wg sondażu Gemini telewizji WTK.
Wszystkich Świętych i Święto Zmarłych dawno już za nami a ja jeszcze żadnej gwiazdkowej* kolędy nie widziałem w telewizji (a może przegapiłem - faktem jest, że zaniżam i do dosyć znacznie średni dzienny czas spędzany w narodzie przed szklanym przepierzeniem). Co gorsza, na tzw. Fejsie rozpoczęcie sezonu wałkowania piosenki Last Christmas zaplanowane jest "dopiero" na pierwszy grudnia. No jak nic święta się spóźniają w tym roku.
Mała dygresja - pamiętacie dowcip o rozmowie przedświątecznej dwóch blondynek**?
- Słyszałaś? W tym roku wigilia wypada w piątek.
- O bosze (sic!), mam nadzieję, że nie trzynastego.
Na szczęście jeden z portali dla biegaczy czuwa i już przygotował pierwszą z trzech części propozycji na "podchoinkowe" (i nie tylko, bo po drodze mamy jeszcze 6.12, a wtedy, w zależności od regionu, trzeba grzebać pod poduszką, w bucie i gdzie tam jeszcze) prezenty dla amatorów przebierania nogami. Nam nie pomoże to w wybieraniu podarków dla najbliższych, o ile nie należymy do tych szczęśliwców, którzy dzielą swoją pasję z mężem, żoną czy kuzynem, ale może warto zostawić, niby to przypadkiem, przedmiotową stronę otwartą na ekranie komputera.
Z podanego zestawu propozycji najbardziej spodobał się portfel na ramię z saszetkami na żele energetyczne. Chociaż, to prezent raczej na tę cieplejszą część roku. Na drugim miejscu umieściłbym zestaw czapka - rękawiczki - odblask. Ciekawy pomysł stanowią też pakiety z gratisem w formie torby świątecznej. Tylko dlaczego nikt nie pomyślał o najprostszym i najbardziej odpowiadającym na aktualne potrzeby biegacza upominku - bonie zakupowym do znanej sieci ze sprzętem sportowym?
Tak oto musiał minąć tydzień i kolejny weekend (kolejny długi), abym zasiadł wreszcie do opisywania drugiej części rekordowego weekendu. Ale tak to już bywa z długimi weekendami, zwłaszcza jeśli zaczynają się w środę po południu. Cofnijmy się zatem do wydarzeń z niedzieli, 7 listopada...
Półmaraton ten (Kościański, Szósty, Międzynarodowy) zaczął się szczególnie, nie tylko dlatego, że Małżonka postanowiła mi towarzyszyć. Zdecydował o tym fakt (w głównej mierze też o wspomnianym towarzystwie), że w Kościanie mamy rodzinę, do której udaliśmy się zaraz po odebraniu pakietu startowego (w którym znajdował się miedzy innymi... dyplom ukończenia biegu, z wolnym miejscem na nazwisko). Od progu przywitało mnie zapytanie Ciotki Ewy, co ja będę jadł i czy mam jakąś specjalną dietę. Posilony ulubionym daniem tramwajarza (choć w Kościanie nie ma tramwajów), czyli kanapką z "szyną" (a nawet dwoma) i herbatą mogłem czynić przygotowania do samego biegu. Na start udali się ze mną wspomniana Ciotka Ewa i jej syn, a mój przyszywany kuzyn, Mikołaj - Dziewczyny miały dołączyć na krótko przed spodziewanym czasem mojego pojawienia się na mecie. Przed startem ustawiłem jeszcze wirtualnego partnera w Gremlinie, by prowadził mnie na czas 1:45 (asekuracyjnie ustawiłem dystans 22 km), starter dał sygnał i ruszyliśmy na trzy pętle (i jeszcze kawałek) po siedem kilometrów każda.
Dwa dni, dwa biegi, dwa rekordy - choć słowo "rekordowy", jak się za chwilę przekonamy, może mieć różnorakie znaczenia.
Pierwszym sobotnim sukcesem było to, że w ogóle dotarłem nad Rusałkę, gdzie miał odbyć się pierwszy bieg z cyklu II Grand Prix Poznania w biegach przełajowych. Pospałem dosyć długo jak na ostatnie standardy (powinienem może napisać: Mała wstała dosyć późno), ale powitała mnie niemiła nowina. Otóż moja Ślubna obudziła się z bólem gardła i wszystko wskazywało na to, że i tym razem na mnie spadnie obowiązek pójścia z dzieckiem na zajęcia na basenie. Zjadając śniadanie, nie chcąc pogodzić się z tą myślą, że przepadnie mi kolejny bieg GP (nie to, żebym nie lubił chodzić z córką na basen) zacząłem myśleć... i wymyśliłem. Załatwiłem wsparcie w osobie znanej dobrze w poznańskim świadku muzycznym Celiny K., której nawiasem mówiąc muszę kupić tabliczkę dobrej czekolady.
Nad Rusałkę zatem dotarłem, a radość z tego faktu musiała być wymalowana na mojej twarzy, bo nawet pan wydający mi numer w biurze zawodów (a propos, udało mi się zachować swój numer z poprzedniej edycji, czyli 21, za co gorąco dziękuję organizatorom) skomentował mój szeroki uśmiech. Otuchy dodawała też pogoda, która w końcu dopasowała się do trwającego miesiąca - jak jest listopad, to ma być mokro i zimno, a nie piętnaście stopni o szóstej rano, jak jeszcze dzień wcześniej (mam nadzieję, że wyczuliście lekką ironie, której nijak nie da się niebezpośrednio wyrazić na piśmie). Przed biegiem jeszcze kilka wolnych uwag zamienionych ze znajomymi, drużynowa fotka, jako że (jak już wcześniej zapowiadałem) zadebiutowałem w tym biegu w czerwonej koszulce Drużyny Szpiku i ruszyli(śmy)...
Test męskich butów do biegania Reebok Premier SF Ultra KFS VII
Mam dylemat - z jednaj strony chcę już iść spać po dosyć męczącym dniu, z drugiej mam nieodpartą ochotę napisać tutaj coś więcej niż te dwa zdania wczoraj... Zmuszę się, bo w obliczu rozpoczynającego się weekendu, muszę się odnieść do poprzedniego, czego przez trzy i pół dnia nie-weekendu nie udało mi się zrobić. Otóż stwierdziłem, że długie weekendy są do... niczego. Niepotrzebnie wybijają człowieka z rytmu, a czasem "po" poziom zmęczenia jest wyższy niż "przed". Spójrzmy na miniony trzydniowy weekend w aspekcie biegania: gdyby nie to, że wyszedłem w piątek wieczorem nie byłoby go w ogóle, bo (jak to w weekend) zabrakło czasu. No dobra, jakby było trochę więcej samozaparcia zapewne by się udało. Ale się nie udało i wyszło na to, że ostatni dłuższy trening przed półmaratonem, zamiast w niedziele, ostatecznie miał miejsce we wtorek. Summa summarum wyszło na to, że był to nie tylko ostatni dłuższy, ale ostatni trening w ogóle, o czym pisałem już wczoraj.
A jutro i pojutrze zamknięcie sezonu i pierwsza przymiarka do następnego, bo tak by trzeba potraktować jutrzejszy bieg GP Poznania, który będzie jednocześnie moim debiutem w koszulce Drużyny Szpiku. Ale esencją weekendu (wyjątkowo nie długiego) będzie oczywiście Półmaraton w Kościanie. Waham się tylko jaką strategię przyjąć - kusi mnie by spróbować dobiec na 1:45, ale jakiś głos wewnętrzny (anioł czy diabeł?) podpowiada, że nie jestem w szczytowej formie i można by nieco poluzować. I co tu robić - rzeczywiście potraktować ten start bardziej rekreacyjnie, czy jednak działać w myśl zasady "jak spaść, to z wysokiego konia"? A może przyjąć tzw. "złoty środek" pobiec np. na 1:50 i, o ile sił stanie, przyspieszyć pod koniec?
Tak czy inaczej, od poniedziałku urlop od biegania.
Mało casu (sic!) kruca bomba... Dziś zabrakło go nawet na przedostatni trening (luźny, bo luźny - ale zawsze) przed półmaratonem w Kościanie (już w niedzielę) - ostatnim będzie pierwszy bieg II Grand Prix Poznania w biegach przełajowych (oczywiście w tempie treningowym).
Read more...© Blogger template On The Road by Ourblogtemplates.com 2009
Back to TOP